W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino-
ludzie giną.
W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,
ludzie giną.
W wioskach, których nie wyśledzi
wzrok- bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.
Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną:
"Nie tu giną".
W stronach zbyt dalekich, by nas
przejąć mógł czyjś bólu grymas,
gdzie strach lecieć cherubinom-
ludzie giną.
Wbrew posągom i muzeom-
jako opał służy dziejom
przez stulecia po Kainie
ten, kto ginie.
W chwili, kiedy mecz oglądasz,
czytasz, co wykazał sondaż,
bawisz dziecko śmieszną miną-
ludzie giną.
Czas dzielący ludzkie byty
na zabójców i zabitych
zmieści cię w rubryce szerszej
tak, w tej pierwszej.
Piotrusiu Panie czyś ty pan
Czy chłopiec z krain gwiezdnych
Dlaczego wprawiasz mnie w ten stan
Tajemny i bolesny
Kim jesteś chłopcze czyś jest złem
Co rzuca czar na dzieci
Czy tylko ich i moim snem
Czy tylko ich i moim snem
Co też jak sen odleci
Co też jak sen odleci
Piotrusiu Panie czyś ty pan
Co chce panować władczo
Nad dziećmi których serca mam
Do szczęścia nie wystarczą
Piotrusiu czuję straszny lęk
Że plany snujesz niecne
A w głębi serca także chcę
A w głębi serca bardzo chcę
Byś był mi czwartym dzieckiem
Mym dzieckiem
Piotrusiu Panie został cień
Po tobie od księżyca
I wiem nadejdzie taki dzień
Że wrócisz go odzyskać
Tak boję się że znikniesz mi
Z bezbronną mą gromadką
A jednak ciągle mi się śni
Że jestem ciągle mi się śni
Twą niepotrzebną matką twą matką
Piotrusiu Panie twoja twarz
Jest przecież twarzą dziecka
Kim jesteś że w spojrzeniu masz
Moc co jest czarodziejska
Docierasz nim na samo dno
Dorosłej duszy mojej
I ciebie boję się i o
I ciebie boję się i o
O ciebie też się boję
O ciebie też się boję